Dziś w nocy odeszła Pini💔 Oby teraz była w lepszym miejscu…
20 sierpnia 2025
Dziś w nocy odeszła maleńka Pini
Przegrała nierówną walkę z okrucieństwem, którego doznała od człowieka… od tego, który powinien chronić, karmić i pomagać.
Kochani, trudno znaleźć słowa, które oddałyby ból, żal i złość, jakie teraz czuję. Pini była jeszcze dzieckiem – maleńkim kotkiem, któremu odebrano mamę i wrzucono do pudła z wodą…
Jej historia to bolesne przypomnienie, jak bardzo potrzebna jest odpowiedzialność człowieka, kastracja kotów i reagowanie na krzywdę. Bo tylko tak możemy sprawić, że inne maluchy nie będą musiały cierpieć jak Pini.
Ewa
11 sierpnia 2025
Maleńka Pini wciąż jest w bardzo ciężkim stanie, ale nie jest już sama w swojej walce. Dzięki Waszej pomocy mogła trafić pod opiekę lekarzy i otrzymać leczenie, które daje jej szansę na życie.
To cud, że żyje — ktoś zamknął ją razem z trójką rodzeństwa w styropianowym pudle wypełnionym wodą. One nie przeżyły… Pini jako jedyna wyszła z tej tragedii, choć wciąż walczy o każdy oddech.
Obecnie jest karmiona dożylnie, bo jej organizm jest zbyt słaby, by samodzielnie jeść. Wierzę, że gdy odzyska apetyt, jej szanse na powrót do zdrowia znacznie wzrosną.
Z całego serca dziękuję każdemu, kto wsparł jej leczenie. To, co ją spotkało, jest niewyobrażalnym okrucieństwem, ale dzięki Wam ma przed sobą inną przyszłość — pełną troski, ciepła i miłości.
Ewa
9 sierpnia 2025
Dziękuję z całego serca wszystkim, którzy pomogli zebrać pieniądze potrzebne na leczenie Pini. Było bardzo trudno, pewnie ze względu na okres wakacyjny, ale na szczęście znalazły się wspaniałe osoby, które zdecydowały się wesprzeć to maleństwo.
Pini jest nadal w ciężkim stanie. Najbardziej niebezpieczne w tej chwili jest zachłystowe zapalenie płuc. Lekarze robią co mogą a ja będę Was informować o rozwoju sytuacji. Trzymajcie kciuki za powrót Pini do zdrowia. Jeszcze raz bardzo dziękuję.
Ewa
Cztery maleńkie kocięta ktoś zamknął w styropianowym pudle wypełnionym wodą, zakleił je taśmą i zostawił na śmierć. Nie miały szans na ratunek. Miały się po prostu utopić – w ciszy, w bólu, w samotności.
Gdy przyjechałam na miejsce, pudełko było już otwarte. Osoba, która je zauważyła, zaniepokoiła się i zerwała taśmę. W środku znalazła ciała trzech utopionych maluszków… i jedno drżące, jeszcze żywe kociątko. Nie wiedząc, co zrobić, włożyła je do starej doniczki i zadzwoniła po mnie.
Nie umiem opisać, co czułam, gdy to zobaczyłam. Trzy martwe ciałka ociekające wodą. Nieruchome, z otwartymi pyszczkami. I jedna ocalała, tak maleńka, bezbronna istotka… Mokra, przerażona, wychłodzona do granic możliwości. Patrzyła na mnie z takim bólem i niezrozumieniem, jakby pytała: Dlaczego??
Nazwałam ją Pini.
Zabrałam natychmiast maleńką Pini do lecznicy. Po wykonaniu badań doktor powiedział, że jej stan jest bardzo ciężki. Koteczka ma zachłystowe zapalenie płuc, jest wychłodzona i tak skrajnie odwodniona, że nie dało się jej nawet pobrać krwi. U takiego maleńkiego kociątka może to w ciągu kilku godzin doprowadzić do śmieci. Ale będziemy walczyć o nią do końca.
Pini jest w tej chwili w klinice, w inkubatorze i pod tlenem. Musi mieć podawany dożylnie antybiotyk. Musi też być karmiona dożylnie, ponieważ nie chce jeść, nawet płynnego jedzenia podawanego strzykawką.
Bardzo Was proszę o pomoc dla Pini.
