Przednie łapki Lily zwisają jak u szmacianej lalki. Trzeba je amputować 💔
Maleńką Lily i jej braciszka ktoś podrzucił mi pod drzwi w kartonie. Pewnie urodziły się czyjejś kotce, ale komu potrzebne takie kaleki? To tylko kłopot i wydatki. Ten ktoś miał przynajmniej tyle sumienia, że nie wyrzucił ich po prostu na ulicę, tylko przyniósł pod mój dom.
Przednie łapki Lily są zupełnie bezwładne. Zwisają po obu bokach jej ciała jak u szmacianej lalki. Taka się już urodziła.
Jej braciszek miał więcej szczęścia. Jego przednie łapki też są trochę krzywe, ale poza tym w pełni sprawne. Dlatego cały czas rozrabia i skacze.
A mała Lily nie rozumie, dlaczego ona tak nie potrafi. Może za mało się stara? Dlatego ze wszystkich sił próbuje naśladować brata. Pełza na brzuszku albo staje pionowo na tylnych łapkach i przez chwilę utrzymuje równowagę. A potem się przewraca. Ale to jej nie zniechęca. Próbuje jeszcze raz. I jeszcze raz. Skoro braciszek może, to ona też…
Bezwładne łapki Lily obejrzało niezależnie dwóch lekarzy. Obaj mówią, że żadna operacja tu nie pomoże. Obie łapki trzeba amputować. Albo rozpocząć intensywną rehabilitację z nadzieją, że uda się przywrócić władzę w łapkach choćby częściowo.
Wiem, że są koty, które funkcjonują bez obu przednich łapek. Odpychają się tylnymi łapkami i ślizgają klatką piersiową po podłodze. Ale bardzo chciałabym oszczędzić tego małej Lily. Dlatego postanowiłam, że rozpoczniemy rehabilitację i spróbujemy uratować łapki tej małej dzielnej koteczki.
Co drugi dzień mam przynosić Lily do kliniki na rehabilitację. Doktor będzie rozbił jej specjalny masaż i ćwiczenia. Po pewnym czasie prawdopodobnie częściowo ja przejmę ten obowiązek.
Jeśli tylko możesz, pomóż w zebraniu pieniędzy na rehabilitację maleńkiej Lily. Spróbujmy uratować jej łapki – i całą przyszłość.
