Z całego serca dziękuję za pomoc dla Franusia 💕🙏
30 maja 2026
Kochani, z całego serca dziękujemy za każdą wpłatę, udostępnienie i dobre słowo dla Franusia. Dzięki Waszej pomocy udało się zebrać środki potrzebne na jego leczenie i dalszą walkę o zdrowie. Wasze wsparcie daje mu szansę na życie bez bólu i cierpienia.
Franuś nadal jest pod opieką weterynarzy i przed nim jeszcze długa droga do pełnego powrotu do zdrowia. Każdy dzień przynosi nowe wyzwania, ale dzięki Wam nie musi mierzyć się z nimi sam.
Jesteśmy ogromnie wdzięczni za okazane serce i zaufanie. To właśnie dzięki takim osobom jak Wy możemy ratować zwierzęta, które bez pomocy nie miałyby żadnych szans
Ewa
Franuś jest bardzo zwyczajnym kotem. Po prostu miał pecha. Urodził się na ulicy. I jak większość ulicznych kotów jakoś żył – bo co mu pozostało? Jedzenie znajdował w śmietnikach, przed zimnem i deszczem zawsze schował się w jakąś dziurę. Po prostu sobie radził. Tak jak potrafił.
Ale przyszedł ten moment, w którym Franio sam sobie nie poradzi. Jeśli go zostawimy – umrze i nikt nie będzie o nim pamiętał.
Franio potrzebuje pomocy.
Kiedy go znalazłam, po prostu leżał i nie podszedł, kiedy sypałam karmę dla ulicznych kotów. Kiedy do niego podeszłam, zobaczyłam że jest tak osłabiony, że nie jest w stanie samodzielnie stanąć na łapki. Sierść miał matową i chodziły po nim mrówki. Dobrze wiem, co to oznacza, widziałam to nie raz. To znaczy, że Franio już się poddaje i bez intensywnej pomocy odejdzie w ciągu kilku dni lub godzin.
Co mogłam zrobić? Wiem, że codziennie na ulicach miast setki bezimiennych kotów kończą w ten sposób. Ale kiedy spojrzałam w oczy tego nieszczęśliwego stworzenia czekającego na śmierć, nie mogłam po prostu odejść. Podniosłam przelewającego się przez ręce Frania i zabrałam go do lecznicy.
Doktor zbadał Frania i potwierdził to, co przypuszczałam. Jego organizm jest po prostu wycieńczony przez ciężką infekcję, grzybicę i żyjące w jego futerku robaki. Potem doktor oczyścił mu częściowo skórę i przemył środkami odkażającymi i przeciwgrzybicznymi. Zrobił zastrzyki z antybiotykiem i sterydem, który ma podtrzymać funkcje życiowe. Potem podał Franiowi nawadniająco – odżywczą kroplówkę i położył go pod tlenem.
Po wszystkim zabrałam Frania do domu.
W tej chwili bidulek czuje się lepiej o tyle, że jest w stanie samodzielnie usiąść. To efekt leków i kroplówek. Doktor mówi, że kotek ma szansę z tego wyjść, ale potrzebna jest intensywna terapia. Codziennie muszę przychodzić do kliniki na kroplówkę, podanie leków i oczyszczenie skóry. Trzeba będzie wykonać specjalistyczne badania krwi. To wszystko niestety kosztuje bardzo dużo. A ja sama – przy czterdziestu kotach, jakie mam już pod opieką – nie jestem w stanie pokryć tych kosztów. Bardzo proszę o pomoc dla Frania.
