Udało nam się zebrać środki na leczenie Marcinka, a kociak powoli odzyskuje siły. Dziękuję 💕
2 marca 2026
Kochani, mam dla Was bardzo ważne i dobre wieści.
Marcinek czuje się już lepiej. Jego stan jest obecnie stabilny. Najważniejsze – badania wykazały, że na szczęście nie ma żadnych złamań. To dla nas ogromna ulga.
Kotek zaczął samodzielnie jeść, co jest bardzo dobrym znakiem. Nadal jest pod opieką lekarzy, dostaje leki przeciwbólowe i antybiotyk, ale reaguje coraz lepiej i powoli odzyskuje siły.
Przed nim jeszcze dalsza diagnostyka i obserwacja, ale najgorsze — mamy nadzieję — jest już za nami. Teraz najważniejsze jest, żeby spokojnie dochodził do siebie.
Dziękujemy Wam z całego serca za wsparcie, dobre słowa i pomoc. To dzięki Wam Marcinek ma szansę na życie bez bólu i strachu
Ewa
27 luty 2026
Kochani, wiem, że to co powiem może zabrzmieć okrutnie, ale powoli zaczynam tracić nadzieję.
Zbiórka na Marcinka nadal stoi w miejscu, a jego stan nie ulega żadnej poprawie. Kociak potrzebuje jak najszybszego działania, jednak na tą chwilę jest tak słaby, że jakakolwiek narkoza mogłaby go zabić.
W tej chwili nie myślę o niczym innym jak tylko o tym, że chce mu pomóc. Ale jak to zrobić? Sama mam na głowie za dużo wydatków na inne koty. Już i tak przekroczyłam swój budżet.
Chciałabym, żeby ktoś jeszcze zainteresował się losem Marcinka. Tak, żeby nie stał się on kolejną, anonimową ofiarą ludzkiej przemocy, a dostał szansę na długie i szczęśliwe życie. Czy to zbyt wiele?
Ewa
Marcinek leżał na chodniku, wśród plam krwi. Zupełnie sam. Jedna z jego łapek była cała zakrwawiona. Z noska też sączyła się strużka krwi.
Kiedy go zobaczyłam, najpierw nie zrozumiałam, co widzę. Byłam pewna, że nie żyje. Dopiero po chwili zobaczyłam, że Marcinek oddycha – przez otwarty pyszczek, ciężko, z wysiłkiem.
Podbiegłam do niego. Wtedy Marcinek z trudem uniósł głowę i spojrzał na mnie oczami tak pełnymi bezradności i rozpaczy, że nigdy tego spojrzenia nie zapomnę. Delikatnie otarłam mu krew chusteczką. Nie protestował. Myslę, że po prostu nie miał siły.
Natychmiast zabrałam go do kliniki.
Doktor zbadał Marcinka ostroznie. Potem powiedział coś, co złamało mi serce jeszcze bardziej. Powiedział, że to nie był wypadek samochodowy ani upadek z wysokości.
To nie był jeden duży uraz. To było wiele mniejszych, niemal punktowych, silnych uderzeń. Doktor mówi, że ktoś mógł go kopać. Albo bić czymś twardym. Czasem jest mi wstyd za nas, ludzi.
Stan Marcinka jest krytyczny. W tej chwili trwa walka o każdą godzinę jego życia.
Doktor podejrzewa obrażenia wewnętrzne. Ale biedny Marcinek jest zbyt słaby nawet na to, żeby zrobić mu prześwietlenie. Doktor mówi, że stres związany z unieruchomieniem może go zabić. Więc najpierw trzeba ustabilizować jego stan. Dopiero wtedy będzie można wykonać rentgen a potem operować Marcinka. Zakres operacji będzie można określić po prześwietleniu. Ale żeby w ogóle miał szansę na operację… musi najpierw przeżyć najbliższe godziny.
Marcinek walczy. Dostał silne leki przeciwbólowe i antybiotyk. Teraz leży nieruchomo pod tlenem. Myślę, że śpi. A ja obiecałam sobie, że zrobię wszystko, żeby wynagrodzić mu cierpienie zadane przez człowieka. Że już nigdy nie zostanie sam.
Bardzo proszę o pilną pomoc dla Marcinka.
