Zrobiliśmy wszystko co było możliwe, ale się nie udało… Tinka odeszła…💔
14 lipca 2026
…
Z ogromnym bólem muszę przekazać Wam wiadomość, której nikt z nas się nie spodziewał.
Wczoraj Tinka została poddana operacji. Wszyscy wierzyliśmy, że guz uda się usunąć i że w końcu będzie mogła normalnie oddychać. Niestety dopiero podczas zabiegu lekarze zobaczyli, z czym tak naprawdę mają do czynienia.
Po otwarciu zmiany okazało się, że nie był to zwykły ropień. Oprócz bardzo gęstej ropy guz naciekał już na śluzówkę nosa i otaczające tkanki. Obraz, który lekarze zobaczyli podczas operacji, był jednoznaczny – byli przekonani, że jest to nowotwór nosa. Zmiana była zbyt rozległa, aby można było ją usunąć i dać Tince szansę na wyzdrowienie.
Niestety na Malediwach nie ma możliwości wykonania biopsji ani zaawansowanych badań, które mogłyby potwierdzić rozpoznanie w 100%. Jednak lekarze byli zgodni, że wygląd guza oraz jego rozległość odpowiadały nowotworowi. Dodatkowo Tinka nie reagowała na dotychczasowe leczenie – mimo kilku antybiotyków, leków i inhalacji jej stan nie ulegał poprawie.
Dopiero w trakcie operacji zapadła ta najtrudniejsza decyzja. Wiedząc, że nie ma już możliwości skutecznego leczenia, a Tinka cierpi i nie ma szans na wyzdrowienie, lekarze zdecydowali, że najbardziej humanitarnym rozwiązaniem będzie pozwolić jej odejść bez dalszego bólu.
Wszyscy do końca wierzyliśmy, że uda się uratować Tinkę, że istnieje szansa na usunięcie zmiany. Niestety prawda okazała się znacznie bardziej bolesna dopiero wtedy, gdy rozpoczęto zabieg.
Dziękuję Wam z całego serca za każdą wpłatę, każde udostępnienie i każde dobre słowo. Dzięki Wam Tinka nie odeszła samotnie na ulicy. Odeszła otoczona troską, miłością i bez cierpienia.
Ewa
13 lipca 2026
Kochani, z całego serca dziękuję Wam za wsparcie dla Tinki. ❤️
Dzięki Wam koteczka jest już w lecznicy, gdzie wkrótce przejdzie operację. Lekarz podejmie próbę usunięcia guza, który blokuje jej możliwość swobodnego oddychania przez nos.
Tinka jest nadal bardzo osłabiona, a wyniki jej badań krwi nie są jeszcze takie, jak powinny być. Mimo to lekarz uważa, że operacja daje jej największą szansę na poprawę i jest obecnie jedyną drogą, by jej pomóc.
Bardzo proszę, trzymajcie za nią kciuki. Mam ogromną nadzieję, że zabieg przebiegnie pomyślnie, przyniesie jej ulgę i już wkrótce będę mogła wrócić do Was z dobrymi wiadomościami.
Ewa
Aktualizacja 10 lipca 2026, godz. 9:30 Tinka potrzebuje pilnej operacji! Głęboko w okolicach jamy nosowej i prawej zatoki ma wielki guz wypełniony ropą. Guz utrudnia oddychanie, ale nie to jest najgorsze. Jeśli guz pęknie i ropa wydostanie się do wewnątrz, będzie dla Tinki za późno. Zakażenie rozprzestrzeni się na okoliczne kości i potem na mózg. Proszę Was o pilną pomoc!
W gęstym, dusznym powietrzu wieczoru, pośród radosnego zamieszania wśród kotów czekających jak co dzień na jedzenie, ona jedna nie podeszła. Skulona w najciemniejszym kącie, pod odrapanym, rozgrzanym po całym dniu murem, wyglądała jak upiorna karykatura kota.
Kiedy podeszłam bliżej, poczułam ten charakterystyczny, mdły zapach silnej infekcji. I zamarłam.
To była ruda Tinka. Pojawiała się tu dosyć rzadko. Zawsze dzika, nieufna, omijająca ludzi szerokim łukiem. Ale dziś nawet nie spróbowała uciec. Jej pyszczek wyglądał makabrycznie. Jedno oko… właściwie nie było już okiem. To była potworna, nabrzmiała, czerwona gula, z której sączyła się ropa, zalewając pyszczek i sklejając futro w brudne strąki. Drugie oko, choć przymknięte, również było niemal całkowicie zalepione zaschniętą, ciemną skorupą. Ale najgorsze było to, co zobaczyłam u nasady jej nosa. Wielki, twardy, nienaturalny guz, który całkowicie zniekształcił jej drobną główkę.
Tinka oddychała ciężko, świszcząco, z pyszczka sączyła jej się ślina. Sierść miała matową, szarą od ulicznego kurzu. Kiedy wyciągnęłam rękę, usłyszałam tylko ciche, zachrypnięte syknięcie. Ta dumna, dzika kotka była już zbyt słaba, by walczyć. Jej małe, wychudzone ciałko bezwolnie poddało się moim dłoniom, choć czułam, jak jej serduszko kołacze w piersi jak oszalałe z przerażenia. Szybko zamknęłam ją w transporterze i ruszyłam prosto do kliniki.
Doktor od razu zajął się Tinką. Po badaniu powiedział, że Tinka ma bardzo silną, zaawansowaną infekcję bakteryjną, która zajęła jej oczy, nos, gardło i najprawdopodobniej wdarła się głęboko do zatok. Oddycha z trudem i wygląda na to, że każdy oddech sprawia jej ból.
Doktor podał Tince domięśniowo silny antybiotyk o szerokim spektrum działania, bardzo delikatnie oczyścił cierpiące oczy z zaschniętej ropy i zaaplikował specjalne leki miejscowe. Tinka nawet nie drgnęła – była tak skrajnie wycieńczona, że ból stał się dla niej codziennością.
Największym zagrożeniem jest jednak ten guz u nasady nosa.
Wykonane prześwietlenie pokazało, że jest to bardzo głęboko umiejscowiony ropień. Jest w takim miejscu, że w dużym stopniu blokuje drogi oddechowe. Trzeba go koniecznie usunąć, bo jeśli pęknie, ropa nie wydostanie się na zewnątrz, tylko spowoduje zapalenie okolicznych kości a wkrótce potem zapalenie mózgu. Ropień jest tak głęboko, że wszelkie próby usunięcia go z zewnątrz skończyły się niepowodzeniem. Jedynym wyjściem pozostaje operacja.
Błagam Was o pomoc dla tej biednej, dzikiej kotki. Ona chce żyć, choć ulica odebrała jej już niemal wszystko.
