Udało się! Gapcio przeszedł długą i skomplikowaną operację łapki i powoli zaczyna dochodzić do siebie💕🙏
17 czerwca 2026
Mam dla Was wiadomość, na którą tak bardzo czekaliśmy – Gapcio jest już po amputacji łapki. Operacja się udała.
To był bardzo trudny i ryzykowny zabieg. Gapcio jest jeszcze maleńkim kociątkiem, a jego organizm był skrajnie wyczerpany bólem, urazem i stresem. Lekarze robili wszystko, co mogli, aby dać mu szansę.
Teraz najważniejsze jest to, że Gapcio żyje i walczy dalej.
Niestety po tak poważnej operacji jego stan nadal jest ostrożny. Maluszek jest bardzo słaby, dużo śpi i potrzebuje czasu, aby dojść do siebie. Każda godzina jest teraz ważna. Lekarze uważnie monitorują jego stan i robią wszystko, aby bezpiecznie przeprowadzić go przez najbliższe dni.
Patrząc na niego trudno uwierzyć, ile cierpienia musiał znieść tak malutki kotek. A mimo to nadal walczy
Dziękuję Wam za każde wsparcie, dobre słowo i trzymanie kciuków za tego dzielnego malucha. To dzięki Wam udało się dać mu szansę na życie.
Proszę, nie przestawajcie wysyłać Gapciowi dobrej energii. Przed nim jeszcze długa droga do zdrowia.
Ewa
Aktualizacja 15 czerwca, godzina 23:45.
Nie wiem, jak mam dziękować… Tak bardzo bałam się, że nie uda się zebrać pieniędzy na operację. To była trudna zbiórka, ale dzięki Wspaniałym Osobom o wielkich sercach udało się! Jutro Gapcio będzie miał operację. Będę Was informować na bieżąco o jego stanie. A Wy trzymajcie kciuki za tego maluszka. Oby wszystko się udało. Jeszcze raz dziękuję z całego serca i oby dobro wróciło do Was.
Ewa
Mały Gapcio leżał na mokrym betonie i głośno, żałośnie wołał mamę. Ale mama nie przychodziła.
Zadzwonił do mnie mężczyzna. Głos miał przejęty, mówił szybko, jakby bał się, że za chwilę będzie za późno. Powiedział, że na ulicy leży mały kotek, chyba po wypadku. Że wygląda bardzo źle. Że nie wie, co zrobić. Pojechałam od razu.
Kiedy dotarłam na miejsce, lał ulewny deszcz. Gapcio siedział skulony przy krawężniku, przemoczony do suchej nitki, drżący — tak malutki, że zmieściłby się w dłoni. Wyglądał na cztero-, może pięciotygodniowe kocię. Powinien jeszcze spać przy ciepłym brzuszku mamy, a nie siedzieć sam, w deszczu, na zimnym chodniku.
Kiedy się nad nim pochyliłam, spojrzał na mnie wielkimi, przestraszonymi oczami i miauknął. Cicho, boleśnie. Dopiero wtedy zobaczyłam jego lewą tylną łapkę. Była bezwładna, spuchnięta, z krwawiącą raną. Zwisała w nienaturalny sposób, jakby nie była częścią jego ciała.
Prawdopodobnie ktoś potrącił małego Gapcia. Kierowca pewnie nawet nie poczuł uderzenia. A Gapcio został – skulony z bólu, w hałasie ulicy, zupełnie sam.
Wzięłam go na ręce najdelikatniej, jak umiałam. Cały czas miauczał z bólu — głośno, rozpaczliwie. Wsiadłam z nim do pierwszej spotkanej taksówki i zawiozłam do kliniki.
Doktor najpierw podał Gapciowi silny lek przeciwbólowy w zastrzyku. Podał też steryd, bo maleństwo było w stanie wstrząsu. Kiedy leki zaczęły działać, zbadał łapkę dotykiem — bardzo dokładnie, centymetr po centymetrze. Potem spojrzał na mnie i powiedział spokojnie, że kości są tak bardzo pogruchotane, że nie ma szansy ich poskładać. Nawet operacyjnie. Łapkę trzeba amputować.
Rentgena nie zrobił. Żeby unieruchomić Gapcia do zdjęcia, musiałby podać mu narkozę ogólną, a to za duże ryzyko.
Doktor nie daje mi gwarancji, że Gapcio przeżyje operację. Jest za mały, za słaby, a uraz jest bardzo poważny. Ale mówi, że to jego jedyna szansa. Więc musimy spróbować.
Na razie Gapcio jest w klinice. Doktor chce najpierw ustabilizować jego stan na tyle, żeby miał szansę przeżyć zabieg. Operacja jest zaplanowana na wtorek rano. Ale odbędzie się tylko wtedy, jeśli uda mi się zebrać pieniądze na czas.
Teraz, kiedy leki przeciwbólowe działają, Gapcio śpi. Pierwszy raz od wielu godzin nie krzyczy z bólu. Leży zwinięty w kłębuszek, taki malutki, że aż trudno uwierzyć, ile cierpienia zmieściło się w tym drobnym ciałku.
Kiedy się budzi, patrzy na mnie. Nie odwraca wzroku, nie próbuje uciekać. Patrzy na mnie tym swoim proszącym, ufnym spojrzeniem, którego nie da się zapomnieć. Czasem miauczy cichutko. Nie mogę go zawieść.
Mamy czas tylko do wtorku. Bardzo się boję, czy zdążymy. Ostatnio zbiórki idą bardzo ciężko. Dlatego piszę do Was teraz, w niedzielę wieczorem. Bo każda godzina ma znaczenie.
Proszę, pomóżcie Gapciowi przeżyć.
