Udało się! Dziękuję! Dzięki Wam Fistaszek dostał szansę na zdrowie!❤️
3 lipca 2025
Kochani, z całego serca dziękuję!
Po moim ostatnim apelu zbiórka na leczenie Fistaszka ruszyła z niesamowitą siłą! Dzięki Wam udało się zebrać całą potrzebną kwotę – a nawet odrobinę więcej. Po raz kolejny pokazaliście, że Wasze serca są ogromne, a gotowość do pomocy nie zna granic. Nawet w środku sezonu urlopowego potrafiliście się zjednoczyć i wspólnie dokonać czegoś wspaniałego.
Przed Fistaszkiem długa i wymagająca droga. Życie na ulicy bardzo go wyniszczyło – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Wierzę, że z Waszym wsparciem i opieką uda się go postawić na nogi, choć wiem, że to nie będzie łatwy proces.
Każda złotówka powyżej potrzebnej kwoty zostanie przeznaczona na dalszą działalność naszej fundacji i pomoc kolejnym potrzebującym zwierzakom.
Dzięki Wam mogę dalej działać i robić to, co kocham.
Jeszcze raz – dziękuję z całego serca!
Ewa
1 lipca 2025
To maleńkie, szare kociątko – zwyczajne, takie jakich wiele – nadal codziennie walczy o życie. Każdego dnia musi być pod opieką weterynarza, otrzymuje kroplówki nawadniające, antybiotyki i wszystko, co może pomóc mu przetrwać. Jego stan nadal jest bardzo poważny.
Niestety, zbiórka prawie stoi w miejscu…
Nie udało się nawet zebrać środków na pokrycie dotychczasowych wizyt w lecznicy, a przed nami kolejne dni walki i kosztownego leczenia. Może dlatego, że to „tylko szary kotek”? Nie jest rasowy, nie ma „oryginalnego” umaszczenia… ale jego życie jest tak samo cenne. On też czuje ból, strach i samotność.
Patrząc na niego, pęka nam serce. Zrobił już tak wiele, by przeżyć. Teraz my musimy zrobić wszystko, by mu pomóc. Proszę– nawet najmniejsza wpłata ma znaczenie.
Ewa
Maleńki Fistaszek nie rozumie, co się stało. Odkąd pamięta, była koło niego mama – dobra, ciepła, pachnąca mlekiem i miłością. Przytulała Fistaszka i lizała jego futerko, czyściła mały pyszczek i oczka. Nawet wtedy, kiedy Fistaszek zrobił się słaby a oczka zaczęła mu sklejać gęsta ropa. Nawet wtedy, kiedy bolał go brzuszek. Kiedy na skórze pojawiły się swędzące strupy. Dobra, ciepła, kochająca mama.
A teraz Fistaszek jest tu zupełnie sam – na zimnej, ciemnej ulicy. Nikt nie liże jego futerka, nikt nie przytula. Nie ma tu ciepła, mleka i miłości.
Mama nie przychodzi, chociaż woła ją i woła, resztkami sił. Mamusiu, wróć do mnie! Nie zostawiaj mnie tu! Mamusiu…! Mamusiu…
Tak go znalazłam. Nie wiem, jak stracił mamę. Może potrącił ją samochód. A może ktoś pozbył się chorego Fistaszka, wyrzucając go na ulicę.
Bo Fistaszek wygląda strasznie. Gęsta ropa skleja mu oczy i rozmazuje się po całym pyszczku. Tylna część ciała kociątka jest spuchnięta od biegunki. A pomiędzy futerkiem, kiedyś na pewno miękkim i puszystym ale dziś twardym od brudu, wyczuwam twardą skorupę.
Maleńki Fistaszku… Nie jestem twoją mamą, wiem. Ale zrobię wszystko, żeby ci pomóc. Obiecuję.
Lekarz mówi, że Fistaszek ma silny organizm i dużą wolę życia. Bo tylko to tłumaczy, dlaczego ten maluch jeszcze żyje. Pasożyty skórne zaatakowały całe jego małe ciałko. Strupy na skórze to miejsca zaatakowane przez świerzb i roztocza a potem nadkażone bakteryjnie. W oczkach Fistaszka jest poważna infekcja bakteryjna a odbyt i tylne łapki są odparzone od biegunki.
Doktor oświadczył, że nie jest w stanie zagwarantować wyniku leczenia, ale zrobi co w jego mocy, żeby uratować Fistaszka. Tylko że leczenie będzie dużo kosztować. Powiedziałam mu, żeby walczył o tego dzielnego maluszka. Co innego mogłabym zrobić? Przecież obiecałam Fistaszkowi i dotrzymam słowa.
Fistaszek dostał dożylny antybiotyk, lek przeciwświądowy, przeciwbiegunkowy i odżywczą kroplówkę. Doktor oczyścił mu oczka, pozdejmował odchodzące strupy, całą skórę oczyścił i podał lek przeciw pasożytom skórnym. Zdezynfekował odparzony odbyt i tylne łapki. Pobrał krew i próbki ze skóry w celu wykonania badań. Na koniec maluszek spędził godzinę pod tlenem.
Teraz jestem z Fistaszkiem z powrotem w domu. Dostałam dla niego płynny pokarm i postaram się mu podać. Jutro znowu mam przyjść do kliniki na podanie leków, oczyszczenie chorych miejsc, kroplówkę i tlen.
Nie jestem w stanie sama pokryć kosztów leczenia. Pierwszą wizytę doktor zrobił na kredyt, ale za kolejne muszę się już rozliczyć gotówką.
Bardzo Was proszę o pomoc dla Fistaszka. Niech nie umiera w takim smutku, bólu i samotności. Jeśli przeżyje, znajdę mu kochający dom i będzie miał przed sobą wiele długich, szczęśliwych lat. Nie wiem, czy damy radę go uratować. Ale musimy spróbować.
