Bił, żeby zabić. Oszalały sadysta skrzywdził bezdomną Mruczkę.

BRAKUJE: 4800 zł

Bił, żeby zabić. Oszalały sadysta skrzywdził bezdomną Mruczkę.

Jakiś zwyrodnialec kopał albo bił bezdomną Mruczkę tak bardzo, że aż krew rozpryskiwała się dookoła. Takie ślady nie powstają przy potrąceniu samochodem albo upadku z dużej wysokości. Zresztą sami zobaczcie.

Mruczka ma połamaną szczękę. To doktor stwierdził od razu. Inne obrażenia na razie nie są znane, bo koteczka jest w stanie wstrząsu i przed wykonaniem rentgenu czy innych stresujących badań trzeba ustabilizować jej stan. W przeciwnym wypadku unieruchomienie do badań mogłoby ją zabić. Natomiast doktor mówi, że można się spodziewać innych złamań lub obrażeń wewnętrznych.

Aby obejrzeć ten film, zaakceptuj reklamowe pliki cookie

Mruczka dostała dożylnie silne leki przeciwbólowe, steryd i antybiotyk. Dostała też kroplówkę nawadniająco – odżywczą. W tej chwili jest w inkubatorze tlenowym i jest stale monitorowana przez lekarzy. 

Kiedy ustabilizuje się stan Mruczki, doktor zrobi rentgen i sprawdzi, czy koteczka ma inne obrażenia. Dopiero wtedy będzie w stanie powiedzieć coś na temat dalszych procedur medycznych i szans Mruczki na przeżycie. Ale już w tej chwili wiemy, że będzie konieczne operacyjne złożenie połamanej szczęki. Do czasu wygojenia pyszczka Mruczka musi być karmiona dożylnie. I oczywiście musi dostawać środki przeciwbólowe, antybiotyk i inne leki zalecone przez lekarza. 

Niestety nie wiem, kto tak straszliwie skrzywdził biedną Mruczusię. Wiele bym dała, żeby się tego dowiedzieć. Ten sadysta musi ponieść sprawiedliwość. Jutro pójdę na miejsce popytać, czy ktoś coś widział. 

A tymczasem proszę Was z całego serca o pomoc dla Mruczki.

RATUJĘ MRUCZKĘ

wybierz kwotę

lub

Przekaż darowiznę z hasłem MRUCZKA na konto:

MBANK: 11 1140 2004 0000 3802 8547 8533
PayPal: kontakt@animalsrescueteam.pl
Fundacja ANIMALS RESCUE TEAM
UL. STEFANA BATOREGO 18/108, 02-591 Warszawa
NUMER KONTA DO WPŁAT W USD:
PL98 1140 2004 0000 3912 2432 1682
BIC: BREXPLPWMBK

Historia Silver 🐈

Historia Silver 🐈

21 stycznia 2026

Kochani, dziś chciałabym opowiedzieć Wam historię Silver – kotki, którą zabrałam z ulicy.

Silver najprawdopodobniej została porzucona. Błąkała się po ulicach, prosząc o jedzenie i odrobinę czułości. Była niezwykle przyjacielska – nie bała się ludzi, nie uciekała, wręcz przeciwnie, szukała kontaktu z człowiekiem. To jedna z tych kotek, które od razu łapią za serce.

Była ogólnie zdrowa, ale bardzo niedożywiona i miała drobne problemy skórne, z którymi szybko udało się uporać. Po około 2–3 tygodniach, gdy przyszedł czas na sterylizację, okazało się, że Silver jest w ciąży. W lecznicy w Male wykonano jedynie prześwietlenie, które to potwierdziło. Niestety – nie było zgody na sterylizację aborcyjną.

Wiem, że to temat niezwykle trudny i budzący ogromne emocje. We mnie również. Nie jestem osobą, która lekko podchodzi do takich decyzji. Ale w miejscu, w którym bezdomność zwierząt jest tak ogromna, a cierpienie codziennością, czasem nie ma dobrych wyborów – są tylko te mniej złe. Tłumaczyłam, że te kocięta nie znajdą domów. Że w moim azylu na adopcję czeka już kilkadziesiąt kotów zabranych z ulicy, które również nie mają realnych szans na dom. Niestety, mimo wszystkich argumentów, zabieg nie został wykonany.

Wtedy zapadła decyzja o wysłaniu Silver do Naifaru. To miejsce, gdzie działa rezerwat żółwi i gdzie możliwa jest kastracja kotów. Doktor Daniela zgodziła się przeprowadzić zabieg. Jeszcze tego samego dnia dostałam od niej wiadomość.

Okazało się, że Silver miała skręt macicy. Jeden z rogów macicy, z płodem w środku, był skręcony wokół więzadła jajnika. Płód był już martwy i ulegał rozkładowi. Doktor napisała wprost, że był to jeden z najtrudniejszych zabiegów, jakie wykonała, i że gdyby operacja nie została przeprowadzona, Silver na pewno by nie przeżyła porodu.

Silver przeżyła. Dziś jest zdrową, silną kotką. Ale ja wciąż zadaję sobie pytania. Dlaczego w pierwszej lecznicy nie wykonano USG, skoro sprzęt tam jest? Dlaczego, mimo tak dramatycznej skali bezdomności, wciąż odmawia się takich zabiegów, nawet gdy mogą uratować życie?

Nie jestem w 100% zwolenniczką sterylizacji aborcyjnych. Ale są sytuacje, w których to jedyna odpowiedzialna decyzja – decyzja, która ratuje życie konkretnego zwierzęcia i nie skazuje kolejnych na cierpienie na ulicy.

Historia Silver mogła skończyć się zupełnie inaczej. Na szczęście tym razem zdążyliśmy.

Ewa

Marusia nadal walczy z panleukopenią, ale dzięki Wam pojawiło się światełko w tunelu. Dziękuję za uratowanie jej życia.

BRAKUJE: 0 zł

Marusia nadal walczy z panleukopenią, ale dzięki Wam pojawiło się światełko w tunelu. Dziękuję za uratowanie jej życia.

20 stycznia 2025

Kochani, stan Marusi powoli się poprawia. Koteczka jest w trakcie leczenia panleukopenii i regularnie otrzymuje kroplówki. Lekarz podał jej również surowicę od kota, który przeszedł tę chorobę.

Szybka reakcja i natychmiastowe wdrożenie leczenia uratowały jej życie. Malutka wciąż jest bardzo przestraszona, ale wierzymy, że gdy wyzdrowieje i poczuje się bezpiecznie, zacznie nam coraz bardziej ufać. Na ulicy nie miała dobrych doświadczeń z ludźmi, dlatego nadal boi się, gdy ktoś próbuje się do niej zbliżyć.

Z całego serca dziękuję wszystkim za okazane wsparcie, dobre słowa i ogrom empatii. To dzięki Wam Marusia otrzymała szansę na życie i mogła tak szybko rozpocząć leczenie.

Każda wpłata, każde udostępnienie i każda myśl skierowana w jej stronę miały realną moc. W imieniu Marusi – dziękuję, że nie odwróciliście wzroku i byliście z nią w tym trudnym momencie.

Ewa

17 stycznia 2025

Kochani… dziś świat Marusi zatrzymał się na chwilę. Usłyszeliśmy diagnozę, której baliśmy się najbardziej – panleukopenia. To choroba, która nie daje czasu. Potrafi odebrać wszystko w ciągu jednej doby.

Marusia już wcześniej walczyła z losem – uraz kręgosłupa, paraliż tylnych łapek, deformacje… a mimo to wciąż była dzielna. Dziś przyszło jej zmierzyć się z kolejnym, bezlitosnym przeciwnikiem. Jedyną szansą jest natychmiastowa hospitalizacja i podanie surowicy od kota, który wygrał tę walkę. Każda godzina ma znaczenie. Każdy gest wsparcia niesie nadzieję.

Nie pozwólmy, by ta historia zakończyła się w ciszy. Marusia chce żyć. Tak bardzo. Pomóżmy jej wygrać jeszcze raz… 🐾🤍

Ewa

Marusia to młoda koteczka, jeszcze dziecko. Widocznie szukając bezpiecznego miejsca schroniła się na klatce schodowej, bo wezwali mnie do niej mieszkańcy bloku – małżeństwo w średnim wieku. Powiedzieli, że od wczoraj na klatce siedzi kot, który „jakoś dziwnie chodzi” i cały czas miauczy. Tak, że w nocy nie dało się spać. 

Kiedy zobaczyłam Marusię, na początku nie bardzo wiedziałam, co się z nią dzieje. Odpychając się przednimi łapkami pełzała, ciągnąc resztę ciała za sobą. Wyglądało to, jakby nie miała tylnych łapek. Ale po chwili zobaczyłam, że Marusia ma jednak tylne łapki, ale jakoś dziwnie skręcone, wykrzywione i podwinięte pod brzuch.

Aby obejrzeć ten film, zaakceptuj reklamowe pliki cookie

Marusia cały czas alarmująco miauczała, jakby wołając o pomoc. Ale w końcu usiadła w kącie i pozwoliła mi się podnieść i włożyć do transportera. Zawiozłam ją do kliniki.

W klinice zajął się nią doktor. Podczas dokładnych oględzin zauważył, że tylne łapki są oplątane żyłką wędkarską. Czy Marusia wplątała się w żyłkę przypadkowo? Czy ktoś związał jej tylne łapki i dlatego są tak wykrzywione? Na te pytania doktor nie był w stanie odpowiedzieć. Zlecił wykonanie rtg. 

Prześwietlenie pokazało, że kości w tylnych łapkach są bardzo zdeformowane. Po pierwsze są pokrzywione a po drugie są cieńsze i mniejsze niż powinny – tak może się stać, jeśli w okresie intensywnego wzrostu kończyny nie są używane. Wtedy po prostu „zanikają”. Poza tym Marusia nosi krzywo główkę. Doktor sprawdził, że z jednej strony szyi ma przykurcz mięśni.

Doktor mówi, że nie wygląda to na wadę wrodzoną, raczej na efekt jakiegoś urazu w bardzo młodym wielu. Czyżby ta żyłka?? Ale może to też być na przykład uraz głowy lub kręgosłupa, który powoduje problemy neurologiczne. Może to było kopnięcie, może upadek z dużej wysokości.

Marusia jest bardzo dzielna. Próbuje chodzić podpierając się przednimi łapkami. Pozwala się badać, choć momentami widać wyraźnie, że czuje ból. Doktor mówi, że Marusia musi mieć zrobione badania neurologiczne i sprawdzony zakres czucia głębokiego. Dalsze postępowanie będzie można wdrożyć, kiedy poznamy wyniki tych badań. Ale na pewno będzie konieczna rehabilitacja. Marusia dostała lek, który zmniejsza ból neuropatyczny i delikatnie rozluźnia przykurczone mięśnie.

Łapki Marusi już nigdy nie będą sprawne. Ale możemy sprawić, że ta koteczka będzie żyła bez bólu i cieszyła się każdym dniem. Marusia zasługuje na to. Bardzo proszę o pomoc.

RATUJĘ MARUSIĘ

wybierz kwotę

lub

Przekaż darowiznę z hasłem MARUSIA na konto:

MBANK: 11 1140 2004 0000 3802 8547 8533
PayPal: kontakt@animalsrescueteam.pl
Fundacja ANIMALS RESCUE TEAM
UL. STEFANA BATOREGO 18/108, 02-591 Warszawa
NUMER KONTA DO WPŁAT W USD:
PL98 1140 2004 0000 3912 2432 1682
BIC: BREXPLPWMBK

Milusia przesyła wszystkim ciepłe kocie pozdrowienia 🐾💙

Milusia przesyła wszystkim ciepłe kocie pozdrowienia 🐾💙

13 stycznia 2025

Milusia ma za sobą trudny czas, ale dziś coraz lepiej odnajduje się w codziennym kocim życiu.

Po leczeniu i rekonwalescencji odzyskała energię i chęć do kontaktu z człowiekiem, a jej sprawność wyraźnie się poprawiła. To bardzo łagodna, spragniona bliskości kotka, która najlepiej czuje się przy głaskaniu i wspólnym odpoczynku.

Milusia przesyła wszystkim ciepłe pozdrowienia i dziękuje za okazane serce. 🐾💙

Ewa

9 maja 2025

Milusia to najbardziej przytulaśna kotka, jaką można sobie wyobrazić. Uwielbia być blisko człowieka – wręcz nie odstępuje na krok i cały czas domaga się głaskania. Nawet gdy próbuję pracować przy komputerze, Milusia podstawia swoją główkę pod rękę, jakby mówiła: “Hej, jestem ważniejsza niż twoja praca!”

Jej historia nie była łatwa. Przeszła poważną operację, a potem długą rehabilitację. Ale Milusia to prawdziwa wojowniczka – dziś jest już zdrowa i szczęśliwa. Niedowład tylnej łapki, z którym się zmagała, jest teraz ledwo zauważalny.

To nie tylko piękna, ale i niezwykle mądra kotka. Czuła, delikatna, pełna miłości. Kto ją pozna, zakochuje się od pierwszego mruczenia.

Ewa

8 lipca 2024

Kochani Milusia jest już po operacji.

Przez ostatnie kilka dni była bardzo słaba i bałam się o nią bardzo, ale dziś już jest dużo lepiej. Kociczka musi być jeszcze w pieluszce, ale doktor powiedziała, że nie powinna mieć problemu z kontrolowaniem potrzeb fizjologicznych ❤️O to martwię się najbardziej, bo to zmniejszy szansę na adopcję Milusi 😞 Mimo jej cudownego charakteru i ogromnej miłości do człowieka może nie znaleźć domu na jaki zasługuje

Trzymajcie kciuki za tą kruszynkę ❤️ Razem z Milusią dziękuję też wszystkim, którzy wsparli koteczkę❤️. Jestem Wam bardzo, bardzo wdzięczna za pomoc ❤️. Milusia również ❤️❤️❤️

Ewa

30 czerwca 2024

Moi Drodzy, bardzo Wam dziękuję za pomoc dla Milusi! Wspólnym wysiłkiem zebraliśmy większą część potrzebnej kwoty. Resztę na szczęście udało mi się pożyczyć. Milusia jest już w klinice i za chwilę będzie operowana! Trzymajcie za nią kciuki, żeby wszystko się udało, a ja na bieżąco będę was informować o stanie Milusi.

Jeszcze raz dziękuję! Pozdrawiam Was ciepło,

Ewa

pozostały czas na zebranie pieniędzy:

Dni
Godziny
Minuty
Sekundy

DZIś MUSIMY ZEBRAĆ:

0 zł

Milusię potrącił samochód, ma połamaną miednicę i obrażenia wewnętrzne. Potrzebna jest natychmiastowa operacja, bez tego Milusia po prostu umrze! I to bardzo cierpiąc. Każda godzina się liczy. A lekarze nie zaczną operacji bez pieniędzy. Proszę, jeśli tylko możecie, pomóżcie! Ewa

 

Cierpiącą i przerażoną Milusię ktoś podrzucił w miejsce, gdzie codziennie przychodzę karmić bezdomne koty. Jestem pewna, że tak było, bo sama na pewno nie dałaby rady tu dojść.

Koteczka leży nieruchomo na płytkach chodnika i bardzo szybko oddycha przez otwarty pyszczek. Rozgląda się przerażona. Przednią część ciała unosi na łapkach, chce uciec przed cierpieniem, przed strachem. Ale tylne łapki jej nie słuchają a przy każdym ruchu Milusię paraliżuje ból. Z pupki koteczki cieknie krew.

Aby obejrzeć ten film, zaakceptuj reklamowe pliki cookie

Jak strasznie Milusia musi cierpieć! Musiała zostać potrącona przez samochód. Czy to właśnie sprawca tego wypadku, zamiast zawieźć Milusię do lekarza, podrzucił ją tu, mając nadzieję, że ktoś się nią zajmie?Po chwili poszukiwań znajduję pod jednym ze sklepów pusty karton. Boję się podnieść Milusię, żeby niechcący nie wyrządzić jej jeszcze większej krzywdy. Dlatego podkładam pod nią delikatnie kawałek twardej tektury i przenoszę ją do pudełka, a choć widzę strach w oczach Milusi, to koteczka nie protestuje. Być może zrozumiała, że chcę jej pomóc.

Po chwili poszukiwań znajduję pod jednym ze sklepów pusty karton. Boję się podnieść Milusię, żeby niechcący nie wyrządzić jej jeszcze większej krzywdy. Dlatego podkładam pod nią delikatnie kawałek twardej tektury i przenoszę ją do pudełka, a choć widzę strach w oczach Milusi, to koteczka nie protestuje. Być może zrozumiała, że chcę jej pomóc.

W klinice doktor przyjął mnie z Milusią bez kolejki. Natychmiast zbadał Milusię i zrobił jej rentgen.

Doktor stwierdził, że obrażenia są charakterystyczne właśnie dla potrącenia przez samochód lub motocykl. Biedna Milusia ma połamaną miednicę, kość biodrowa jest całkiem odłamana. Krwawienie z odbytu może mieć dwie przyczyny: albo ułamana kość przedziurawiła jelito, albo – i to jest lepsza wersja – po prostu jakieś naczynie krwionośne w jelicie pękło i to ono powoduje krwawienie. Nie dowiemy się tego bez operacji.

Jedyna szansa na uratowanie życia Milusi to natychmiastowa operacja. Doktor nie daje gwarancji, że jaki będzie jej wynik, ale musimy chociaż spróbować. W tej chwili Milusia dostała silne leki przeciwbólowe i nawadniające kroplówki, ale to wszystko, co lekarze mogą zrobić na kredyt. Operację przeprowadzą tylko jeśli będę mogła od razu za nią zapłacić.

Ja sama nie mam jak za nią zapłacić i mam niespłacone rachunki w klinice za leczenie innych bezdomnych kotów. Dlatego bardzo proszę, jeśli tylko możecie, pomóżcie jak najpilniej zebrać pieniądze na operację Milusi! Ona nie może czekać!

Ratuję Milusię!

wybierz kwotę

lub

Przekaż darowiznę z hasłem Milusia na konto:

MBANK: 11 1140 2004 0000 3802 8547 8533
PayPal: kontakt@animalsrescueteam.pl
Fundacja ANIMALS RESCUE TEAM
UL. STEFANA BATOREGO 18/108, 02-591 Warszawa
NUMER KONTA DO WPŁAT W USD:
PL98 1140 2004 0000 3912 2432 1682
BIC: BREXPLPWMBK

Co nowego u Maksia? 🩵😺

BRAKUJE: 0 ZŁ

Co nowego u Maksia? 🩵😺

8 stycznia 2025

Maksio jest już dorosłym kocurkiem, który uwielbia wylegiwać się na tarasie i chłonąć promienie słońca – to prawdziwy król relaksu i super kot! 🐾

Niestety do tej pory nikt go nie adoptował tu w Malé, a przecież to piękny i przystojny kocur, który zasługuje na kochający dom. Nadal mam nadzieję, że Maksio znajdzie jeszcze swój nowy domek i przyniesie jeszcze komuś szczęście.

Ewa

10 czerwca 2025

Fredzia i Maksio w drodze na zabieg kastracji

Dziś nasze dwa dzielne kotki, Fredzia i Maksio, popłynęły szybką łodzią na wyspę Naifaru, gdzie zostaną poddane kastracji w Atoll Vet Clinic. Na miejscu zajmie się nimi europejski weterynarz, a po zabiegu spędzą 2-3 dni w szpitaliku. Kotki są bezpieczne i w dobrych rękach 💛

Klinika na Naifaru działa w ramach Atoll Marine Centre – to część jednej z najstarszych organizacji pozarządowych na Malediwach, Naifaru Juvenile. Głównym celem tego miejsca jest ratowanie i rehabilitacja żółwi morskich oraz edukacja ekologiczna. Zabiegi kastracji i sterylizacji kotów realizują jako dodatkową misję 😊

Czasem wysyłamy tam nasze koty na zabiegi – szczególnie te, które dobrze znoszą podróże w transporterze – ponieważ jest to rozwiązanie tańsze niż w Male, a jednocześnie zapewnia profesjonalną i troskliwą opiekę.

Trzymamy kciuki za Fredzię i Maksia – wracajcie szybko do formy i do domu 🐱

Ewa

Aby obejrzeć ten film, zaakceptuj reklamowe pliki cookie

27 marca 2025

Maksio i Okruszek to prawdziwy duet nie do rozłączenia – śpią razem, bawią się razem i razem dokazują! Ich więź jest tak silna, że trudno sobie wyobrazić, by mogli być osobno.

W tle możecie dostrzec Stasia i Pesteczkę, którzy również nie pozostają w tyle, jeśli chodzi o kocie psoty.

Kocie dzieci są po prostu przesłodkie – mogłabym patrzeć na nie bez końca! Czy jest coś bardziej uroczego niż małe futrzaki pełne energii i miłości? 🐾

Ewa

Aby obejrzeć ten film, zaakceptuj reklamowe pliki cookie

19 luty 2025

Kochani Maksio jest już w domu i czuje się dobrze ❤

Łapka została zoperowana i mam nadzieję, że już wkrótce kocurek będzie mógł biegać jak inne zdrowe koty.

Bardzo Wam wszystkim dziękuję, bez Waszej pomocy nie dałabym rady uratować łapki Maksika ❤

Ewa

Aby obejrzeć ten film, zaakceptuj reklamowe pliki cookie

18 luty 2025

Kochani,

Maksio jest już w lecznicy, gdzie dziś czeka go operacja łapki. Bardzo się martwię, bo to jeszcze malutki kotek, a zabieg wymaga narkozy. Wierzę jednak, że wszystko pójdzie dobrze i wkrótce wróci do pełni sił.

Proszę, trzymajcie za niego kciuki i przesyłajcie mu dobre myśli! ❤

Ewa

15 lutego 2025

Kochani, z całego serca dziękuję Wam za pomoc dla Maksia! ❤️

Dzięki Waszemu wsparciu udało się zebrać kwotę na operację jego złamanej łapki, która jest zaplanowana na poniedziałek. To ogromna ulga i nadzieja na to, że ten dzielny maluszek znów będzie mógł biegać i cieszyć się życiem.
Maksio czuje się coraz lepiej – dużo odpoczywa, nabiera sił, a rany na obu łapkach powoli się goją. Jest niezwykle dzielny i cierpliwy. Pozwala na przemywanie i smarowanie ran, jakby rozumiał, że to wszystko dla jego dobra. A przecież to jeszcze kocie dziecko…
Jeszcze raz ogromnie dziękuję za Waszą pomoc i dobre serca! Proszę, trzymajcie za niego kciuki w poniedziałek – niech wszystko pójdzie jak najlepiej! ❤️

Ewa

Dwie duże, zakrwawione rany na łapkach to pierwsze, co rzuca mi się w oczy, kiedy patrzę na Maksia – bezdomnego koteczka. Z jednej z ran wystaje fragment kości. Ta łapka jest wykrzywiona pod dziwnym kątem a kiedy ją dotykam, Maksiulek miauczy głośno, z bólem. Łapka jest gorąca i napuchnięta. Wygląda to bardzo źle.

Maksio, śmiertelnie przerażony, na oko trzyczteromiesięczny kocurek, ukrył się w komórce w jednym z budynków. Na szczęście z pomocą sąsiadów udało mi się go złapać. Zabrałam tego biednego, cierpiącego koteczka do kliniki.

Doktor spojrzał na jego łapki i od razu zlecił rentgen. Na prześwietleniu widać, że jedna łapka Maksia jest bardzo poważnie złamana. Kości są pokruszone i przemieszczone. Jedyny sposób, żeby Maksio nie został kaleką na całe, życie, to operacja. Bez tego nie da się poskładać łapki.

Doktor oczyścił i odkaził rany na łapkach Maksia. W jednej z łapek, tej która jest taka gorąca, wdało się już zakażenie i zaczęła rozwijać się martwica. Dlatego Maksia tak bardzo boli każde dotknięcie. Doktor mówi, że teraz najważniejsze jest, żeby zatrzymać zakażenie, bo jeśli martwica będzie się dalej rozwijać, łapki nie da się uratować. A organizm Maksia jest tak osłabiony bólem i stanem zapalnym, że zakażenie może nawet przerodzić się w sepsę.

Doktor podał na razie Maksiowi zastrzyki z antybiotyku, silne leki przeciwbólowe i wzmacniającą kroplówkę. Jak tylko Maksiowi spadnie gorączka i jego stan będzie stabilny, trzeba będzie go operować, żeby poskładać połamaną łapkę i usunąć tkanki objęte martwicą. To jedyny sposób, żeby uratować tego maluszka.

Nie jestem w stanie opłacić wszystkiego samodzielnie. Choćbym bardzo chciała. Potrzebuję Waszej pomocy. Maksio potrzebuje Waszej pomocy. Proszę, pomóżcie go uratować.

RATUJĘ MAKSIA

wybierz kwotę

lub

Przekaż darowiznę z hasłem MAKSIO na konto:

MBANK: 11 1140 2004 0000 3802 8547 8533
PayPal: kontakt@animalsrescueteam.pl
Fundacja ANIMALS RESCUE TEAM
UL. STEFANA BATOREGO 18/108, 02-591 Warszawa
NUMER KONTA DO WPŁAT W USD:
PL98 1140 2004 0000 3912 2432 1682
BIC: BREXPLPWMBK

Staś

Staś

Staś szuka domu adopcyjnego!

Staś to kocurek, który został porzucony wraz z rodzeństwem tuż po urodzeniu. Przeżył tylko on – najmniejszy i najsłabszy z całej gromadki. Od dnia znalezienia był moim małym synkiem, karmionym butelką, tulonym i pilnowanym dzień i noc.

Dziś Staś jest już dorosłym kotkiem, ale w sercu wciąż pozostał małym kocim dzieckiem. Jest wesoły, niezwykle przytulaśny i bardzo kontaktowy. Uwielbia obecność człowieka i bliskość – to typ kota, który zawsze chce być „tam, gdzie Ty”.

Nie jest dużym kotem – to taki uroczy, „kompaktowy” kotek 😊 Idealny dla osób, które marzą o niedużym, radosnym i kochającym towarzyszu codzienności.
Jeśli ktoś szuka wesołego, czułego kotka, który odda całe swoje serce jednemu człowiekowi – Staś czeka ❤️

10 stycznia 2025

Od ostatniej aktualizacji Stasia sporo podrosła😊

Wciąż jest drobniutkim kociątkiem, bo mieści się jeszcze w swoim domku, ale cały czas ładnie przybiera na wadze.

Maleństwo jest już nawet po swoim pierwszym szczepieniu. To słodka, kochana kociczka ❤

Ewa

Aby obejrzeć ten film, zaakceptuj reklamowe pliki cookie

6 grudnia 2024

Dużo osób pytało w mailach o Stasia wiec oto i on 😊

Stasio ma się bardzo dobrze ale okazało się, że jest dziewczynką 😃 Maleństwo ma duży apetyt, ale jest bardzo malutka jak na swój wiek.

Spójrzcie tylko jaka jest między nią a Okruszkiem różnica. Okruszek jest starszy tylko około 2-3 tygodnie. Najważniejsze, że jest zdrowa i szczęśliwa ❤

Ewa

9 października 2024

Kochani, ostatnio pisałam Wam smutną historię o znalezionych kociątkach. Maluch, któremu udało się przeżyć właśnie otworzył oczka ❤
 
Staś jest niestety chory, jednak weterynarz przepisał mu już antybiotyk i krople do oczu i w przeciągu następnych dni stan oczek na pewno się poprawi😊
 
Maluch ładnie je i coraz mniej płacze. Wierzę, że wyrośnie z niego jeszcze zdrowy, silny i szczęśliwy kocur ❤
 
Ewa
Aby obejrzeć ten film, zaakceptuj reklamowe pliki cookie

Przekaż darowiznę z hasłem pomagam na konto:

MBANK: 11 1140 2004 0000 3802 8547 8533
PayPal: kontakt@animalsrescueteam.pl
Fundacja ANIMALS RESCUE TEAM
UL. STEFANA BATOREGO 18/108, 02-591 Warszawa
NUMER KONTA DO WPŁAT W USD:
PL98 1140 2004 0000 3912 2432 1682
BIC: BREXPLPWMBK

POMAGAM!

wybierz kwotę

lub

Lejdi

Lejdi

Lejdi szuka domu adopcyjnego!

Lejdi to koteczka, która przeszła chyba największą metamorfozę ze wszystkich naszych podopiecznych. Dziś jest prawdziwą damą – delikatną, czułą i przepełnioną miłością do człowieka ✨🐾

Szuka domu, który zadba nie tylko o jej serce, ale również o piękną, puszystą sierść. Lejdi wymaga regularnego czesania oraz wizyt u groomera. Jest bardzo puchata i intensywnie linieje, dlatego jej przyszły opiekun musi zaakceptować fakt, że w domu będzie… nieco więcej kociej sierści 😊

Lejdusia ma także krótszy nosek, co może predysponować ją do nawracających infekcji dróg oddechowych – potrzebuje więc uważnego, troskliwego opiekuna, który będzie reagował na wszelkie niepokojące objawy.

To bardzo spokojna koteczka, która najlepiej czuje się blisko człowieka. Uwielbia obecność opiekuna, czułość i spokojną atmosferę domu. Idealna towarzyszka dla kogoś, kto szuka łagodnej, kochającej duszy 💗

Aby obejrzeć ten film, zaakceptuj reklamowe pliki cookie

7 października 2025

Kochani, spójrzcie na tę piękną kotkę 😍

To nasza Lejdi – dziś miała swoją ostatnią sesję zdjęciową 📸

Pamiętacie, jaka była, kiedy została znaleziona? Chuda, wystraszona i w wielu miejscach bez sierści… A teraz popatrzcie na nią – lśniące futerko, spokojne spojrzenie i ten wyjątkowy urok, który ma tylko kotka, która odzyskała wiarę w ludzi 💛

Lejdi to cudowna, delikatna dziewczynka o złotym sercu. Cicha, spokojna, pełna wdzięku – prawdziwa kocia dama.

Ewa

8 sierpnia 2024

Kochani, Lejdusia zakończyła właśnie 2 tygodniowy cykl przyjmowania leku zaleconego przez ortopedę. Lekarz zrobił jej prześwietlenie łapki i stwierdził, że widzi drobną poprawę.

Teraz czekam jeszcze na opinię lekarze z Polski, ale patrząc na samopoczucie Lejdi jestem bardzo dobrej myśli. Kotka ewidentnie nie odczuwa już bólu i nie kuleje. Teraz zachowuje się jak zdrowa i szczęśliwa kotka❤️ 

Ewa

Aktualizacja 23 lipca 2024

Kochani mam dobre wieści o stanie zdrowia Lejdi. Jak wiecie diagnoza była zła. Oprócz ogólnego wyniszczenia organizmu, doktor stwierdził, ze kociczka ma raka kości i niezbędna jest amputacja chorej łapki.

Zaczęłam szukać pomocy i potwierdzenia tej diagnozy w Polsce. Przesłałam zdjęcia rtg i wyniki krwi kociczki do ortopedy, który specjalizuje się w leczeniu kotów i szybko dostałam odpowiedz, która dała mi nadzieję na uratowanie łapki Lejdusi. Doktor stwierdził, ze według niego najprawdopodobniej nie jest to nowotwór, a dość zaawansowane zapalenie kości. Ale jest duża szansa, aby chorobę zatrzymać i wyleczyć łapkę.

Lejdi zaczęła wiec kurację lekiem przepisanym przez ortopedę, enrofloxacyną i po dwóch tygodniach zobaczymy co pokaże prześwietlenie. Moja siostra Maria, która mieszka w Polsce i bardzo mi pomaga np. w znalezieniu lekarza do konsultacji online, podała leki dla Lejdi i mnóstwo innych, których nie mogę dostać w Male. Mam nadzieję, ze Lejdi wyzdrowieje, bardzo chciałabym uratować jej łapkę. Kochani będę Was na bieżąco informować o stanie zdrowia kociczki i jeszcze raz dziękuję za pomoc w opłaceniu leczenia. Dzięki Wam Lejdi jest dziś prawdziwą, piękną damą ❤️

Ewa

Aktualizacja 16 lipca 2024

Wczoraj Lejdi miała kolejną wizytę kontrolną. Spójrzcie tylko jak kociczka zmieniła się przez niecały miesiąc ❤️

W miejscach gdzie była łysa, wyrosła piękna, biała sierść. Lejdusia również przytyła. Walczymy jeszcze z infekcją skóry na nosku i uchu, ale z dnia na dzień jest coraz lepiej. Doktor zrobił również prześwietlenie chorej łapki. Nie zdecydował jeszcze o terminie amputacji, chce mieć pewność, że narkoza nie zagrozi życiu Lejdi

Kochani to dzięki Wam kociczka dostała szansę na nowe życie. Codziennie czuję i widzę jej wdzięczność i miłość kiedy przychodzi i kładzie się obok mnie. Ufa mi i wie, że już nigdy nie wróci na ulicę ❤️

Ewa

 

Aktualizacja 03 lipca 2024

Lejdusia jest jeszcze słaba, ale powoli nabiera sił. Jej skóra cały czas wymaga leczenia, ale widać już, że stany zapalne ładne się goją. Codziennie wieczorem chore miejsca smaruję jej maścią, dlatego uszka i nosek Lejdi tak wyglądają.
Kociczka musi być też dwa razy w tygodniu kąpana w specjalnym leczniczym szamponie. Znosi to dzielnie. Jakby rozumiała, że wszystko co robię, jest dla jej dobra. Jest bardzo cierpliwa ❤️. Bez problemu mogę podać jej leki, a bierze ich sporo. Serce mi pęka kiedy na nią patrzę, bo wiem, że chora łapka ją boli 😞.
Pokochałam ją bardzo. Chciałabym, aby po operacji znalazła najlepszy dom na świecie.
Obiecałam jej, że nigdy już nie wróci na ulicę ❤️

Ewa

Aktualizacja 20 czerwca 2024

Kochani, udało się! Dzięki Wam zebraliśmy wystarczająco pieniędzy, żeby rozpocząć leczenie Lejdi!

Doktor zrobił kolejne badania RTG i mówi, że na razie nie widać żadnych nowych przerzutów, więc kotka nadal ma szansę.
W tej chwili lekarze pracują nad tym, żeby ustabilizować jej stan, bo dopiero wtedy będzie można przeprowadzić operację i amputować łapkę. W tej chwili kotka jest niestety tak słaba że mogłaby nie przeżyć narkozy. Ale jak tylko będzie stabilna, przeprowadzą operację. Będę Was informować na bieżąco.

Bardzo się o nią boję. Wygląda tak bezbronnie…

Jeszcze raz dziękuję za pomoc. Dzięki Wam w tunelu pojawiło się światełko.

Ewa

pozostały czas na zebranie pieniędzy:

Dni
Godziny
Minuty
Sekundy

brakująca kwota:

0 zł

Aktualizacja 19.06.2024

Moi Drodzy, brakuje jeszcze 1800 złotych, żebyśmy mogli zapewnić Lejdi leczenie i operację amputacji łapki.  Bardzo proszę, pomóżcie zebrać jeszcze tą brakującą kwotę! Lejdi musi zacząć leczenie i przygotowanie do operacji jak najszybciej, bo ten nowotwór jest bardzo złośliwy i w każdej chwili może dać przerzuty. 

Ewa

Lejdi leży bez ruchu na chodniku i wygląda, jakby już nie żyła.  Podchodzę do niej bliżej, a wtedy kotka z wysiłkiem podnosi głowę i patrzy na mnie błagalnie. Próbuje zamiauczeć, ale żaden dźwięk nie wydobywa się z jej pyszczka. Kotka wygląda jak wrak, jakby składała się tylko z pokrytego skórą szkieletu. Przez rzadką sierść prześwituje zaczerwieniona, podrażniona skóra, a część ciała jest całkiem wyłysiała. Uszy i szyję Lejdi pokrywa liszaj. Z oczu cieknie jej ropa zabarwiona krwią. Jak to możliwe, że ta kotka w ogóle jeszcze żyje?! 

Lejdi pozwala mi podejść, dotykać się i głaskać. Próbuje nawet mruczeć. Bezgłośnie miauczy do mnie i z wysiłkiem wstaje, mocno kulejącWidzę, że Lejdi całkowicie ufa człowiekowi. Jestem pewna, że była kiedyś  domową kotką, bo nie zachowuje się jak uliczne koty. Jest szczęśliwa, że podeszłam i oczekuje ode mnie pomocy. 

Myślę, że kiedy Lejdi zachorowała, została po prostu wyrzucona na ulicę. Zbyt dużo takich sytuacji już widziałam. Czuję, że narasta we mnie rozpacz i gniew.

Delikatnie podnoszę Lejdi i zabieram ją prosto do kliniki, choć nie mam pieniędzy, żeby zapłacić za wizytę. Udaje mi się ubłagać lekarzy, żeby przyjęli mnie kolejny raz na kredyt, choć mam jeszcze u nich dług za poprzednie koty. 

Doktor zbadał Lejdi, pobrał krew do badań na cito i zaniepokojony bolesnością jednej z łapek zrobił rentgen. I niestety diagnoza jest bardzo, bardzo zła. Lejdi ma raka kości, którego ognisko jest właśnie w łapce. Dlatego jest tak chuda i wyniszczona. Doktor mówi, że ten nowotwór jest bardzo złośliwy i szybko daje przerzuty, dlatego jedyna szansa dla niej to pilna amputacja łapki. Bo jeśli pojawią się przerzuty, będzie już za późno na ratunek. 

Przygotowania do operacji lekarze mogą zacząć od razu, bo najpierw trzeba ustabilizować stan Lejdi. Tak osłabiona prawdopodobnie nie przeżyłaby narkozy. Ale na to potrzebne są już pieniądze. Bez tego lekarze nic więcej nie zrobią. Muszę zapłacić za te przygotowania, za operację, a także za dzisiejsze badania i całą reklamówkę lekarstw, jakie dla niej dostałam.

Zabrałam Lejdi do domu. Teraz leży mi na kolanach. Głaszczę ją i czuję pod palcami wszystkie jej kosteczki. Ogarnia mnie rozpacz i bezsilność,  bo Lejdi nie może czekać! Leczenie musi się zacząć TERAZ! Każdy kolejny dzień może ją zabić. A ja nie wiem, czy zdobędę te pieniądze. Przełykając łzy mówię do niej po cichu, że wszystko będzie dobrze. A ona tak bardzo mi ufa…

Proszę Was z całego serca, błagam, pomóżcie!!

Ratuję Lejdi!

wybierz kwotę

lub

Przekaż darowiznę z hasłem Lejdi na konto:

MBANK: 11 1140 2004 0000 3802 8547 8533
PayPal: kontakt@animalsrescueteam.pl
Fundacja ANIMALS RESCUE TEAM
UL. STEFANA BATOREGO 18/108, 02-591 Warszawa
NUMER KONTA DO WPŁAT W USD:
PL98 1140 2004 0000 3912 2432 1682
BIC: BREXPLPWMBK

Muffinek

Muffinek

Muffinek szuka domu adopcyjnego!

Kochani, Muffinek – czyli Milo – jest już gotowy, by wyruszyć w podróż do swojego nowego, wymarzonego domu 🏡❤️

To duży, około 7-kilogramowy kocurek o cudownym, bardzo kontaktowym charakterze. Milo uwielbia bliskość człowieka, przytulanie i wspólne chwile – zdecydowanie jest kotem, który kocha ludzi całym sobą.

Może zamieszkać z innym kotem, jednak ewentualną socjalizację należy przeprowadzić spokojnie i rozsądnie. Milo potrafi być terytorialny – w końcu to typowy chłopak 😀 – dlatego potrzebuje opiekuna, który podejdzie do tematu z cierpliwością i zrozumieniem. Oczywiście może też być „jedynakiem”.

Jeśli skradnie komuś serce, prawdopodobnie już na początku lutego będziemy mogli przywieźć go do nowego domu ❤️

14 maja 2025

Muffinek to kocurek, który kocha się przytulać – do każdego, bez wyjątku ❤
 
Kiedy patrzę na niego dziś, trudno mi uwierzyć, że był wycofanym i nieufnym kotem. Teraz to prawdziwy przytulak, który z radością tuli się do człowieka, obejmuje łapkami szyję i rozdaje buziaki.
 
Uwielbiam go – to niesamowite uczucie, gdy ten sześciokilogramowy miziak przytula się jak dziecko, szukając bliskości i ciepła 😍
 
Niedawno odwiedziła nas Aga, turystka z Polski. I to była miłość od pierwszego wejrzenia – Muffinek od razu skradł jej serce, a ona jego ❤
 
Ewa
Aby obejrzeć ten film, zaakceptuj reklamowe pliki cookie

24 luty 2025

Bardzo lubię obserwować, jak moje koty okazują sobie czułość – zwłaszcza gdy dorosłe opiekują się maleńkimi podopiecznymi.
 
Kochani, Muffinek niedługo będzie szukał domu! To duży, wyjątkowo milutki kocurek, który uwielbia towarzystwo. Spójrzcie, jak troskliwie opiekuje się małą Tosią!
 
Tosia jest już prawie zdrowa – rana na jej główce pięknie się zagoiła, a futerko, które musieliśmy ogolić ze względu na infekcję skórną, zaczyna odrastać. Cieszę się, że wraca do zdrowia.
 
Ewa
Aby obejrzeć ten film, zaakceptuj reklamowe pliki cookie

17 stycznia 2025

Kochani, kilka osób pytało w mailach o Muffinka, więc chciałam podzielić się z Wami aktualnymi wieściami.

Nasz kocurek czuje się świetnie! Przybrał na wadze, ma duży apetyt i jest już całkowicie zdrowy. Łapka, która była złamana, jest jeszcze trochę sztywna, ale zupełnie nie przeszkadza mu to w poruszaniu się. Codziennie ćwiczymy, aby rozluźnić mięśnie i poprawić jej sprawność.

Muffinek to duży, przyjacielski i ufny kot, który uwielbia spanie w łóżku. Ma też swoje ulubione miejsce – na lodówce! Chyba lubi obserwować świat z góry.

Dziękujemy za troskę i zainteresowanie! ❤

Ewa

4 listopada 2024

Kochani! Chciałam Wam tylko przekazać, że Muffinek i Lucuś przeszli wczoraj zabieg kastracji! Kotki były bardzo dzielne i całą procedurę zniosły bez płaczu i krzyków😊

Ewa

6 września 2024

Dziś rano zobaczyłam taki widok 😊Muffinek sam wszedł na kuwetkę!

 Jeszcze wczoraj próbował tylko się podnosić, a dziś pokonał odległość z pokoju do kuchni ❤Brawo Muffinku!!! Jesteś dzielnym kocurkiem!

Z całego serca Wam dziękuje, że pomogliście mi uratować tego biedaczka!

Ewa

30 sierpnia 2024

Muffinek już jest ze mną.

Operacja łapki była bardzo trudna ale doktor jest zadowolona z jej przebiegu. Niestety nie ma gwarancji, że będzie w pełni sprawna, ponieważ złamanie było bardzo skomplikowane. Zostało również zszyte podniebienie. Na szczęście kocurek nie ma urazów wewnętrznych. Przez kolejne dni Muffinek będzie miał podawaną kroplówkę z antybiotykiem. W dalszym ciągu muszę go karmić strzykawką ale mam nadzieję, że już niedługo zacznie jeść sam.

Kochani jestem Wam bardzo wdzięczna za uratowanie tego kocurka ❤. Gdyby nie Wasze zaangażowanie, nie dałabym rady sama mu pomóc. Dziękuję ❤

Ewa

Aby obejrzeć ten film, zaakceptuj reklamowe pliki cookie

Aktualizacja z 28 sierpnia, godz. 17.00      

Sama nie wiem, jak mam Wam dziękować!!! Muffinek jest już w klinice, jest przygotowywany do operacji.  Dziękuję każdemu, kto pomógł, nawet najmniejszą kwotą. Jeszcze dziś rano sytuacja była tragiczna, ale dzięki Wam zebrało się nawet więcej, niż brakujące rano 450 zł. Tą nadwyżkę wykorzystam na leki dla Muffinka, które na pewno będą potrzebne po operacji. Trzymajcie teraz za niego kciuki, żeby operacja się udała i żeby Muffinek wrócił do zdrowia. Jeszcze raz z całego serca dziękuję. Ewa

Muffinek leży na chodniku w kałuży krwi. Krew cieknie mu z pyszczka. Z przedniej łapki wystaje coś, co wygląda jak fragment ułamanej kości. Muffinek patrzy na mnie rozszerzonymi z bólu i strachu oczami. Nie rozumie, co się stało. Najbardziej chciałby czmychnąć stąd w jakiś ciemny kąt, gdzie nie będzie ludzi. Gdzie nikt nie będzie go widział. Tam mógłby czekać. Czekać na śmierć albo na cud.   

Ale ciało odmawia Muffinkowi posłuszeństwa. Łapy nie chciały go podnieść, choć próbował z całej siły i to nie raz. Dlatego Muffinek nadal leży tu, na chodniku. W kałuży krwi, wystawiony na wzrok ludzi, z których jednak nikt nie pospieszył mu z pomocą. Oddycha szybko, a kiedy się do niego zbliżam, wydaje dziwny dźwięk – ni to pomruk, ni to jęk. Nie wiem, czy próbuje mnie odstraszyć, czy tylko prosi, żebym go zostawiła w spokoju.

Aby obejrzeć ten film, zaakceptuj reklamowe pliki cookie

Biedny Muffinku, co ci się stało? Spadłeś z dachu? Wypadłeś komuś z balkonu? A może jesteś ofiarą jakiegoś zwyrodnialca, który ci to zrobił? Trochę na to wskazuje, na przykład to, że Muffinek leży w miejscu, w które nie mógłby upaść z dachu. Mógł co prawda się tu przeczołgać. Ale poza miejscem, gdzie Muffinek teraz leży, nigdzie nie widać śladów krwi…

Ochroniarz nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Ani na drugie – dlaczego dał mi znać dopiero teraz, skoro Muffinek leży tu już od kilku godzin. To on, ochroniarz, zadzwonił do mnie żebym przyjechała i zabrała kota, który wypadł z balkonu. Ale choć twierdzi, że widział moment upadku, nie potrafi wskazać, który to był balkon. Dlatego mu nie wierzę i myślę, że ukrywa prawdziwy przebieg zdarzeń.

Ale to teraz nie ma znaczenia. Teraz najważniejszy jest Muffinek i to, żeby jak najszybciej udzielić mu pomocy, na którą czeka i tak o wiele, wiele za długo.

Delikatnie podnoszę kotka, choć widzę, że sprawiam mu ból. Ale nie mam wyboru. Zabieram prosto do kliniki.

Badanie i rentgen wykazały, że Muffinek ma pęknięte podniebienie i bardzo poważne otwarte złamanie w stawie jednej z łap. Złamana kość przebiła skórę. Oprócz tego jest w stanie wstrząsu spowodowanego wypadkiem – ma gorączkę, bardzo podniesione tętno i ciśnienie. Nie wiadomo, jak jego organizm będzie dalej reagował. Konieczne jest pilne zespolenie podniebienia i skomplikowana operacja poskładania stawu. Trzeba to zrobić jak najszybciej, jak tylko stan Muffinka trochę się ustabilizuje.

Muffinek dostał dożylnie leki i kroplówkę odżywczą. Doktor podał mu bardzo silne środki przeciwbólowe i usztywnił połamaną łapkę. Ale potem musiałam zabrać kotka do domu, bo tylko tyle doktor zrobił na kredyt. Na operację muszę już mieć pieniądze, bez tego lekarze nic więcej dla Muffinka nie zrobić.

Dlatego bardzo Was proszę o pomoc.

P.S. Przeszłam się potem po bloku, pukałam do wszystkich mieszkań. Nikt nie przyznał się do Muffinka.

pozostały czas na zebranie pieniędzy:

Dni
Godziny
Minuty
Sekundy

Brakuje jeszcze:

450

Ratuję MUFFINKA

wybierz kwotę

lub

Przekaż darowiznę z hasłem Muffinek na konto:

MBANK: 11 1140 2004 0000 3802 8547 8533
PayPal: kontakt@animalsrescueteam.pl
Fundacja ANIMALS RESCUE TEAM
UL. STEFANA BATOREGO 18/108, 02-591 Warszawa
NUMER KONTA DO WPŁAT W USD:
PL98 1140 2004 0000 3912 2432 1682
BIC: BREXPLPWMBK

Pamiętacie Morelkę?❤️

BRAKUJE: 0 ZŁ

Pamiętacie Morelkę?❤️

10 grudnia 2025

Kochani czy poznajecie tą rudą piękność? Tak, to Morelka, koteczka poparzona wrzątkiem.

Dziś żyje sobie spokojnie w naszym azylu. Jest troszkę nieśmiała i lękliwa ale wiem, ze u nas czuje się dobrze. Prawie całe dnie spędza na tarasie w towarzystwie innych naszych podopiecznych, których akceptuje i lubi.

Przeszła sporo w swoim krótkim bezdomnym życiu, ale na szczęście to już przeszłość. Jeszcze raz dziękuję za pomoc w jej uratowaniu ❤

Ewa

15 stycznia 2025

Kochani, mam dla Was nowe wieści od Morelki!

Rany oparzeniowe są już opatrzone. Kociczka jest trochę wystraszona, ale wśród innych naszych zdrowych kotów czuje się bezpieczna. Nie ma chorób zakaźnych wiec mogła dołączyć do kociego stada.Codziennie będę zabierała ją do lecznicy na zmianę opatrunku i oczyszczanie rany z martwej tkanki.

Kochani Morelka to koteczka o cudnym charakterze, mimo strachu i traumy jaką przeżyła, nie reaguje agresją, jest przekochana. Będzie cudowną towarzyszką dla przyszłego opiekuna.

Dziękuję wszystkim, którzy zaangażowali się w pomoc w opłaceniu leczenia koteczki❤ Kolejny skrzywdzony kotek dostał od Was szansę na życie.

Ewa

Ktoś polał bezdomną Morelkę wrzątkiem. Podobno dlatego, że przychodziła do baru żebrać o resztki jedzenia. Goście byli niezadowoleni, bo wskakiwała na stoły i zaglądała im do talerzy. Biedna Morelka, ufała ludziom, choć nie powinna.

Tyle udało mi się ustalić. Ale pracownicy baru oczywiście się nie przyznają a ja nie mam żadnych dowodów, więc nie jestem w stanie nic zrobić.

Morelka ma wielką ranę na plecach i drugą mniejszą koło ucha. Oparzenia są bardzo głębokie, miejscami krwawią. Kiedy ją znalazłam, siedziała osowiała, bez ruchu. Dotknęłam ją, a ona tylko zesztywniała – nie wiem czy z bólu, czy ze strachu. Ale po chwili chyba zobaczyła, że nie mam zamiaru jej skrzywdzić i zaczęła miauczeć żałośnie, jakby prosiła mnie o ratunek. Od razu wiedziałam, że Morelka bardzo cierpi i że potrzebuje natychmiastowej pomocy. Zabrałam ją do kliniki.

Aby obejrzeć ten film, zaakceptuj reklamowe pliki cookie

Doktor potwierdził, że jest to rana po oparzeniu. Morelka ma gorączkę i jest w stanie ogólnego wstrząsu spowodowanego ogromnym bólem. Dostała od razu w zastrzykach silne leki przeciwbólowe, przeciwzapalne i antybiotyk.  Potem zabrałam tą bidulkę do domu. Mam nadzieję, że spadnie jej gorączka i jej ogólny stan się poprawi po lekach. Na razie nie chce jeść, ale doktor mówi, że to z powodu wstrząsu i ze powinna zacząć jeść, kiedy poczuje się lepiej. Mam nadzieję, że tak będzie.

Jutro mam zgłosić się z nią do kliniki. Morelka musi mieć codziennie podawane dożylnie leki. Również codziennie doktor będzie oczyszczał ranę i aplikował miejscowo antybiotyk, żeby nie rozwinęło się zakażenie. Jeśli Morelka nie zacznie jeść sama, będzie również dostawać kroplówki odżywczo-nawadniające.

Bardzo proszę o pomoc dla Morelki, tej biednej koteczki skrzywdzonej przez ludzi.

RATUJĘ MORELKĘ

wybierz kwotę

lub

Przekaż darowiznę z hasłem morelka na konto:

MBANK: 11 1140 2004 0000 3802 8547 8533
PayPal: kontakt@animalsrescueteam.pl
Fundacja ANIMALS RESCUE TEAM
UL. STEFANA BATOREGO 18/108, 02-591 Warszawa
NUMER KONTA DO WPŁAT W USD:
PL98 1140 2004 0000 3912 2432 1682
BIC: BREXPLPWMBK

Historia Bursztynka

Historia Bursztynka

3 grudnia 2025

Historia Bursztynka – od ulicy w Hulhumalé do życia jak z marzeń w Polsce 🥰😻

Kiedy znaleźliśmy Bursztynka na ulicy w Hulhumalé, był cieniem samego siebie…

Wychudzony, wycieńczony, z oczami pełnymi bólu i rezygnacji. Wyglądał jak skóra i kości. Patrząc na niego wtedy, trudno było sobie wyobrazić, że czeka go jeszcze jakiekolwiek szczęśliwe życie.

Ale daliśmy mu szansę.

A on – jak prawdziwy wojownik – z tej szansy skorzystał💛

Po wielu tygodniach leczenia, troski i opieki Bursztynek poleciał do Polski, gdzie czekał na niego dom, który odmienił jego świat.

 

Dziś ten sam kot, który walczył o przetrwanie na ulicy, wygląda, jakby wygrał los na loterii. Jeździ na działkę ze swoją ukochaną opiekunką, ma przy sobie kocią przyjaciółkę, z którą tworzy zgraną parę — i po prostu korzysta z życia tak, jak zawsze powinien. 🌿🐾 Jego futerko odrosło, siły wróciły, a w jego oczach wreszcie widać spokój.

Choć jego charakter odbiega od typowego „przytulaka” — jest bardziej obserwatorem, spokojnym i ostrożnym — to w swoim domu rozkwitł na swój własny, piękny sposób. A jego opiekunka pisze, że Bursztynek odnalazł bratnią duszę Wanię: opiekuje się swoją kocią damą jak prawdziwy gentelman, pielęgnuje ją, nie odstępuje jej na krok i razem psocą, każde na swój sposób — on spokojny, ona zwariowana. To właśnie ich wyjątkowa więź dodaje mu pewności siebie każdego dnia. 

Patrząc na jego zdjęcia teraz… serce rośnie. 🥹💛 Takie historie przypominają nam, po co to robimy. Każde uratowane życie ma sens.

Dziękujemy jego wspaniałej rodzinie za to, że dała mu dom, akceptację i miłość dokładnie takiego, jaki jest. A Tobie, Bursztynku – za to, że pokazałeś, jak ogromną metamorfozę może przynieść bezpieczeństwo i troska.

Ewa 

Bursztynek jest już w Polsce i szuka domu adopcyjnego!

Bursztynek (Oggy) to duży, niezwykle puszysty i przepiękny kocurek ❤️. Szuka opiekuna, który ma doświadczenie z kotami i będzie w stanie zaakceptować jego charakter oraz pomóc mu otworzyć się na nowy dom.

Bursztynek jest kotem wycofanym – boi się głośnych dźwięków oraz gwałtownych ruchów, ale nigdy nie wykazuje agresji. Gdy się przestraszy, może prychnąć i schować się w bezpieczne miejsce. Jednak w chwilach spokoju stopniowo nabiera zaufania. Gdy przychodzi pora na smakołyki, sam odważnie dopomina się o swoją porcję.

Spędzam z nim dużo czasu – głaszczę go i regularnie czeszę, co jest bardzo ważne ze względu na jego długą, puszystą sierść. Bursztynek nie wykazuje agresji wobec innych kotów, ale ze względu na swoją lękliwość najlepiej odnalazłby się w domu jako jedynak. To wyjątkowy kot, który potrzebuje cierpliwości i ciepła, ale z odpowiednim opiekunem z pewnością rozkwitnie ❤️

Oggy miał już znaleziony domek, do którego miał trafić razem z Malinką, jednak z powodów osobistych jego nowa rodzina nie była w stanie ich adoptować.

Zachęcamy do wypełniania formularza adopcyjnego lub kontaktu telefonicznego na numer +48 502 064 214.

27 stycznia 2025

Czy poznajecie tego przystojniaka? To Burszynek! Największy i najbardzej puszysty kocurek wśród naszych podopiecznych!

To bardzo łagodny kotek, ale nieśmiały. Boi się dotyku, ale nie reaguje agresją. Staram się codziennie poświęcać mu trochę czasu, delikatnie go głaszcząc, szczotkuję też jego futerko.

Bezdomność czasem niszczy kocią psychikę ale miłość i czas sprawiają, że te biedne istoty stają się cudownymi towarzyszami życia ❤

Kochani pytacie w mailach i w wiadomościach o Majeczkę. Kociczka jest pod opieką naszej przyjaciółki wolontariuszki, jutro będę u nich w odwiedzinach wiec będą nowe informacje o koteczce 😊

Ewa

3 grudnia 2024

Ostatnio oglądałam zdjęcia moich podopiecznych i jestem szczęśliwa, że razem z Wami mogliśmy im podarować zdrowie i nowe życie.

Spójrzcie kochani jak na przestrzeni ostatnich miesięcy zmienił się Bursztynek. Jest jeszcze troszkę nieśmiały, ale myślę, że jak znajdzie swój dom na zawsze będzie najlepszym kocim przyjacielem ❤

Ewa

4 września 2024

Poznajecie tego rudego kotka? To Bursztynek ❤

Z dnia na dzień staje się coraz piękniejszy i zdrowszy 😊 Małymi kroczkami coraz bardziej przekonuje się, że człowiek może być jego przyjacielem. Już nie chowa się w kąciku ale razem z innymi kotami żyje sobie szczęśliwie 😊

Dzięki Wam.

Ewa

13 sierpnia 2024

Lekarze wciąż walczą o zdrowie Bursztynka. Ostatnio jego stan się pogorszył, przestał jeść, pojawiły się ranki na łapkach, które nie chciały się goić.

Na szczęście od kilku dni jest lepiej. Kocurek odzyskał apetyt, łapki wyglądają dużo lepiej. Kotek też przytył. Jego waga prawidłowa powinna wynosić około 5 – 6 kg, ale jeśli apetyt będzie miał taki jak teraz, szybko przytyje.

Bursztynek jest jeszcze bardzo nieśmiały i lękliwy. Mam nadzieję że niedługo mi zaufa i zrozumie, że jest tu bezpieczny ❤

Ewa

Aktualizacja 18 lipca 2024

Kochani pytacie mnie w wiadomościach i mailach co u Bursztynka😊. Kocurek nadal jest w trakcie leczenia. Jest jeszcze słaby ale już zaczyna przybierać na wadze. Na pierwszej wizycie ważył 2,3 kg, a wczoraj już 2,9 kg.

Doktor, który zajmuje się kotkiem jest zadowolony. Tylne łapki są wciąż słabe, ale jest duża szansa, że odzyskają sprawność, jak tylko mięśnie zaczną się regenerować.

Chciałabym jeszcze raz podziękować wszystkim, którzy pomogli kocurkowi ❤️, bez Was nie miałby szansy. 

Teraz przed nim już tylko odzyskanie zdrowia i radość z kociego, beztroskiego życia u boku swojego człowieka ❤️❤️❤️

Ewa

 

Aktualizacja 13 lipca 2024 

Kochani, udało się! Razem daliśmy radę zebrać potrzebne pieniądze dla Bursztynka. Jestem ogromnie wdzięczna każdej osobie która wsparła tego biedaczka. Teraz zajmą się nim lekarze i zrobią wszystko co mogą aby go ocalić. Proszę, trzymajcie za niego kciuki. 

Ewa

pozostały czas na zebranie pieniędzy:

Dni
Godziny
Minuty
Sekundy

MUSIMY ZEBRAĆ:

0 zł

Bursztynek pojawił się dziś w jednym z miejsc, gdzie codziennie karmię bezdomne koty. Kiedy zobaczyłam, jak powoli wychodzi z krzaków i  idzie w moim kierunku, poczułam że pęka mi serce a łzy napłynęły mi do oczu. 

Widać od razu, że był kiedyś pięknym długowłosym kocurkiem, ale dziś wygląda tak, jakby jego życie miało za chwilę się skończyć. W tej chwili Bursztynek to szkielet naciągnięty cienką skórą, na której tylko miejscami rośnie sierść. Cały kręgosłup i każda kosteczka jego drobnego ciałka jest wyraźnie widoczna przez skórę. Widzę też, że kotek ma jakiś problem z tylnymi łapkami i nie jest w stanie w normalny sposób chodzić.

Aby obejrzeć ten film, zaakceptuj reklamowe pliki cookie

Podchodzę do Bursztynka powoli, żeby go nie wystraszyć. Boję się, że spłoszony ucieknie i po prostu umrze gdzieś w jakimś ciemnym zaułku. Ale Bursztynek nie ucieka. Patrzy na mnie swoimi wielkimi smutnymi oczami i bezgłośnie prosi o pomoc.

Nie zastanawiam się tylko od razu zabieram Bursztynka do kliniki.

Lekarz zgodził się nas przyjąć, kiedy zobaczył w jakim stanie jest kocurek. Po dokładnym zbadaniu powiedział, że to jest praktycznie ostatnia chwila na uratowanie mu życia. Bursztynek jest skrajnie zagłodzony. Ma już zanik mięśni, stąd problem z tylnymi łapkami. Do tego doszła infekcja skóry i gorączka, której dokładnej przyczyny w tej chwili nie jest jeszcze w stanie określić. Prawdopodobnie Bursztynek był domowym kotem, który z jakiegoś powodu trafił na ulicę i nie potrafi sobie na niej dać rady, nie umie zdobywać pożywienia… Przypuszczam, że ktoś się go po prostu bezlitośnie pozbył.

Doktor zgodził się tą jedną wizytę zrobić dla Bursztynka na kredyt. Na trzy godziny zostawiłam kocurka w klinice, w tym czasie dostał kroplówkę wzmacniającą i drugą z antybiotykiem, ale potem musiałam go zabrać. Kolejne wizyty odbędą się, jeśli będę mogła za nie zapłacić. Kocurek jest u mnie w domu. Patrzę na niego, jak śpi zwinięty w kłębuszek i nie mogę powstrzymać łez. Widzę, że właśnie w domu, na poduszce Bursztynek czuje się bezpiecznie. Tak, lekarz miał rację, Bursztynek musiał być domowym kotem i dlatego na ulicy nie jest w stanie przeżyć.

Obiecałam Bursztynkowi, że już nigdy nie znajdzie się na ulicy. Że znajdę mu dom, a jeśli nie, to zostanie u mnie. Ale najpierw musimy go wyleczyć, bo w tej chwili jest na skraju życia i śmierci. Konieczne są trzy razy dziennie kroplówki, antybiotyk i dodatkowe badania, które pozwolą określić przyczynę gorączki i wykluczyć ewentualne inne choroby. Tylko że do tego potrzebne są pieniądze, których ja już nie mam.

Bardzo Was proszę o pomoc dla Bursztynka. Bez Was on nie przeżyje.

Ratuję Bursztynka

wybierz kwotę

lub

Przekaż darowiznę z hasłem BURSZTYNEK na konto:

MBANK: 11 1140 2004 0000 3802 8547 8533
PayPal: kontakt@animalsrescueteam.pl
Fundacja ANIMALS RESCUE TEAM
UL. STEFANA BATOREGO 18/108, 02-591 Warszawa
NUMER KONTA DO WPŁAT W USD:
PL98 1140 2004 0000 3912 2432 1682
BIC: BREXPLPWMBK